niedziela, 21 czerwca 2015

Łódź i PAPUVEGE

W miniony weekend spędziłam trochę więcej czasu w Łodzi, w której to miałam do załatwienia kilka spraw, więc wraz z siostrą zrobiłyśmy mnóstwo kilometrów po tym mieście (nigdy nie korzystamy z tramwajów, tylko wszędzie idziemy na własnych nogach, w towarzystwie endomondo :P). Pogoda akurat była bardzo ładna, sprzyjająca długim spacerom i zakupom :)

Jednym z naszych celów było odwiedzenie miejsca z wegańskimi burgerami o nazwie PAPUVEGE, zlokalizowanym przy ulicy Piotrkowskiej, w którym można kupić całkowicie bezmięsne kanapki :)


PAPUVEGE mieści się w takim oto niepozornym food track'u, który najczęściej można spotkać przy Piotrkowskiej, ale czasami zmienia lokalizację (dlatego też w piątek moja siostra na Piotrkowskiej go nie zastała :P), o czym zawsze można przeczytać na fanpage na facebooku, na którym też widoczne są godziny otwarcia. Tak więc wybrałyśmy się tam z siostrą w niedzielę, po niemal całodniowym chodzeniu po mieście i galeriach handlowych, jednak miałyśmy pecha, bo burgerów akurat chwilowo zabrakło i musiałyśmy poczekać pół godziny :/ Poszłyśmy więc do Galerii Łódzkiej poszukać czegoś dobrego tam, ale nasza chęć na burgery (za mną chodziły one od tygodnia, a do Krowarzywej ciągle mam nie po drodze :P) była niezwyciężona. W GŁ pochodziłyśmy więc chwilę po sklepach, ja wypiłam sok (który mnie zawiódł, bo smakował jak smoothie :P), a moja siostra bananowego milk shake'a z lodami (ten był dużo lepszy) i wróciłyśmy po nasze upragnione burgery. Obydwie zamówiłyśmy marchewkowe, moja siostra dodatkowo z wegańskim serem, a za dłuższy czas oczekiwania i cierpliwość (choć po zamówieniu na burgery długo nie czekałyśmy), dostałyśmy naturalnie tłoczone soki marchewkowo - jabłkowe  :)


Burger składał się z dużej pszennej bułki (pełnoziarniste się skończyły, ale także są w ofercie), z grubego kotleta zrobionego z marchewki, kaszy jaglanej i przypraw, sosu BBQ i wegańskiego majonezu, pomidora, ogórka, czerwonej cebuli i sałaty strzępiastej, która z burgera aż wychodziła. 

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że po pierwszym gryzie burger nie wydał mi się przesolony, bo większość kupnych dań jest dla mnie mocno słona... Dopiero pod koniec konsumpcji sól dała mi o sobie znać, a największą jej koncentrację wyczułam w kotlecie, jednak w połączeniu z nieprzesoloną bułką i warzywami nie była taka straszna i bez problemu udało mi się skonsumować całość. Sos BBQ był lekko pikantny i fajnie komponował się z resztą (podobnie jak wegański majonez, który dla mnie był lekko za tłusty). 

Wegański ser fajnie się stopił, więc siostrze bardzo smakował i w ogóle ten burger ją zachwycił chyba jeszcze bardziej niż mnie (stwierdziła, że jest dużo lepszy niż mięsny, którego w sumie nie jadła już kilka lat) i z powodzeniem mogłaby zostać wegetarianką (akurat jak do niej pojechałam, to była z siebie bardzo dumna, że już ponad tydzień nie je mięsa i wcale jej go nie brakuje). 

A tak się prezentuje burger, mniej więcej w środku konsumpcji - marchewkowy kotlet był dosyć miękki i łatwo rozgniatał się pod wpływem ścisku, łącząc się z sosem i warzywami. 


Tak więc jeśli będziecie w Łodzi to polecam Wam wybrać się do PAPUVEGE, bo burgery są naprawdę smaczne, aromatyczne, naturalne i zasmakują nie tylko weganom ;) A ostatnio do oferty wszedł nowy burger o smaku kalafiorowym. 

Wieczorem z kolei zrobiłyśmy z siostrą pieczoną owsiankę z bananami i truskawkami, udając się wcześniej po część składników do Biedronki, w której to moja siostra (pomimo, że ma ją pod blokiem) była pierwszy raz :P Ja kupiłam na spróbowanie biedronkowskie mleko sojowe naturalne, a siostra czekoladowe, ale jeszcze ich nie otwierałyśmy.


Owsianka wyszła nam bardzo dobra, ale naczynko do zapiekania (które kupiłyśmy w Duce specjalnie do tego celu) trochę się przypaliło, bo piekarnik w mieszkaniu siostry nie należy do zbyt nowoczesnych, ale na pewno lepszy taki niż żaden ;) Przypaliłam też kaszę jaglaną, którą tam gotowałam :P

A dziś jest pierwszy dzień kalendarzowego lata, a pogoda kompletnie na to nie wskazuje (aż strach wyjść z domu, bo deszcz w każdej chwili może spaść :P). Więc pozostaje nam wierzyć, że niedługo ono nadejdzie ze zdwojoną siłą... A na koniec życzę wszystkim udanego tygodnia ;)

60 komentarzy:

  1. Będę w lipcu aż 2 razy w Łodzi u szukam właśnie jakiś fajnych wege miejsc na Piotrowskiej i chyba skuszę się na burgera od Papuvege ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten burger wygląda jak mięsny :P Zauważyłaś lub wyczułaś aby był czymś zagęszczany np. otrębami czy to sama kasza i marchew? Zastanawiam sie też czy w tym kotlecie kasza była zmielona czy czuć było "grudki"... Pytam ponieważ sama planuje zrobić takie jaglano-marchewkowe burgery :)


    I nie jesteś głodna, zmęczona tak długo bez jedzenia a po badaniu ?
    Ja też nie lubię . To akurat były lody rodziców - ja kupiłam bez dodatków :) I to nie był dżem tylko wiśnie mrożone :) A tutaj spadła nie tylko jakość ale i ilość - są mniejsze niż jeszcze rok temu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i taka mała uwaga co do recenzji :) Jak już piszesz o danym miejscu i wspominasz, ze mają profil na facebooku to dobrze by było podlinkować - wówczas recenzja będzie dokładniejsza:) I szkoda że troszkę nie wyraźnie widać menu - myślałam ze zdejcie będzie większe ale dałam sobie radę ;)

      Usuń
    2. Nic nie wyczułam i się nad tym zbytnio nie zastanawiałam... Jak ja kiedyś robiłam marchewkowo - jaglane burgery (z ziarnami) to dodałam trochę otrębów gryczanych, ale i bez nich wszystko by się zlepiło. Jak robię takie kotlety z kaszy i warzyw to zawsze się wszystko zlepia. A kasza była zmielona.

      Nie jestem głodna ani zmęczona (mój organizm chyba do tego przywykł i radzi sobie z dużymi stratami krwi :P). Choć kiedyś bałam się skurczów głodowych w oczekiwaniu chociażby na usg po pobraniu krwi (bo ja chociaż głodu za często nie czuję, to jak długo nie jem to miewam skurcze głodowe, podobne jak wtedy jak zjem za dużo białka :P)

      Dodałam linka, aczkolwiek nie traktowałam tego jako jakiejś szczegółowej recenzji, tylko takie przemyślenie bardziej :P A zdjęcie to wstawiłam nawet nie zmyślą pokazania menu, tylko raczej tego samochodu :)

      Usuń
    3. Zawsze mnie zastanawiało jak te kupne burgery są zrobione. Niestety ja nie mam możliwości ich spróbowania bo w najbliższych miast od mojego nie ma takich burgerowni a po samego burgera 200 km do Lublina czy ponad 300 do Warszawy jechać nie będę :P Teraz już mniej więcej wiem co i jak ;) Ja kiedyś robiłam z kaszy jaglanej i marchewki to nie dodawałam właśnie otrąb i nie mieliłam kaszy ale czegoś mi w tych kotletach brakowało... moze następnym razem ją zmiele ? ;) A Ty mielisz? ;)

      Mi np. od 6 do 12 to już nieźle by burczało w brzuchu :) moze nie tyle byłabym oslabiona co strasznie głodna ;) Poza tym to niezdrowo tyle godzin nie jesc bo można nabawić się wrzodów (wiem, ze to nie codziennie ale jednak).. a nie masz potem napadów głodu? Twój organizm nie chce nadrobić niedoborów kalorii, które powinien spożyć w ciągu dnia?

      A mi to wygląda na bardzo dobrze napisaną recenzję ;)

      Usuń
    4. Różnie - raz mielę, innym razem nie (mam na myśli mielenie już po ugotowaniu i wymieszaniu z innymi składnikami).

      Nie mam potem napadów głodu, ale przecież nie codziennie chodzę na badania i mój organizm póki co sobie z tym radzi :) Ale kiedyś to zabierałam ze sobą jedzenie i jak czekałam potem na głodzie np. na usg to nie mogłam się doczekać kiedy je zjem, a teraz jem dopiero w domu przeważnie; )

      Usuń
    5. Wiem, wiem, że po ugotowaniu :) A które weług Ciebie mają lepszą strukturę - zmielone, czy nie ? ;)

      Wiem, że nie codziennie ale podobno jak człowiek się przegłodzi to potem wieczorem zjada większe ilosci bo organizm chce to nadrobić. A teraz nic nie zabierasz ze sobą przez upały - by jedzenie się nie "kisiło"? ;)

      Usuń
    6. Do burgerów to chyba zmielone lepsze, choć niezmielobe lepiej się formują wg. mnie...
      To ja tak nie mam z tym nadrabianiem, ale zawsze po pobraniu prędzej czy później jem bogate śniadanie :)

      Ja upałów nie czuję póki co :p A jedzenia to zabieram całą torbę, bo przeważnie wychodzę na cały dzień :p

      Usuń
    7. Jak nie mieliłam kaszy to po upieczeniu ona tak fajnie chrupała ;)

      To dobrze ;) Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, nawet wtedy kiedy jest spożywany w porze obiadowej :)

      No teraz pogoda się zepsuła... wstałam rano i temperatura jesienna :(

      Usuń
    8. Niestety :/ Ja dziś wyszłam z domu w swetrze i jesiennym płaszczu i już niemal czapkę wzięłam :p

      A w ogóle to spleśniał mi chleb z biedronki 2 dni po otwarciu i nie wiem dlaczego. W niedzielę go napoczęłam a dziś już zobaczyłam pleśń i to sporo... :(

      Usuń
    9. Kurczę ja jestem szczupła ale tak nie marznę.... dla mnie 35 to upał i wytrzymać nie mogę..

      Spleśniał? Pewnie trzymałaś go zawinięty w folię - nie docierało do niego powietrze i to dlatego. Chleba nie wolno trzymać szczelnie zawiniętego w woreczku bez względu na to czy to chleb domowy czy z piekarni :) Chleb powinno trzymać w chlebaku lub w lnianym woreczku :)

      Usuń
    10. Dla mnie 35 stopni to optimum termiczne :p Być może wynika to właśnie z niedowagi.

      Nie był szczelnie zamknięty i trzymałam go tak, jak zawsze trzymam chleb - w opakowaniu w którym go kupuje, ale z zapewnionym przewiewem, więc widok pleśni po 2 dniach (niecałych) mocno mnie zdziwił :/

      Usuń
    11. A moim zdaniem na pewno ;)

      Hm... Może masz wilgoć w szafce lub domu? Sama nie wiem... mi znajoma z forum napisała, że jej nawet domowy chleb potrafi spleśnieć... Wiem też że takie wilgotne chleby z ziarnami mają do tego tendencje...

      Usuń
    12. Wilgoci nie mam, a chleb wczesniej tak szybko nie pleśniał...

      Usuń
    13. Ten sam tak szybko nie pleśniał ? :)

      Coś takiego znalazłam :)
      "Jeśli wasz bochenek pleśnieje, oznacza to, że przetrzymywany jest w zbyt dużej wilgoci. Chleb, co do zasady, powinien być trzymany w miejscu suchym, trzymającym temperaturę pokojową. Pamiętajmy, że gdy wilgoć jest wszechobecna, zawijanie chleba w folie spożywcze czy aluminiowe może pogorszyć sprawę. W takiej sytuacji najlepiej zainwestować w lniane woreczki, w które wkładamy bochenki. Taki woreczek „oddycha”, nie sprawia więc, że chleb się zaparzy. Chleb zawinięty w woreczek najlepiej dodatkowo wstawić do suchego chlebaka.
      Pamiętajmy, że chleba nie powinno trzymać się w lodówce, panująca tam wilgoć przyśpiesza jego pleśnienie."

      "w folii chleba trzymac nie wolno, zaparuje od srodka i spleśnieje"

      Usuń
    14. Ostatnim razem ten biedronkowski spleśniał po 4 dniach, a taki z piekarni (żytni na zakwasie) po tygodniu tylko obsechł w tych samych warunkach. Z tescowym bywa różnie...
      U mnie w domu nie ma wilgoci raczej...

      Usuń
    15. No to coś podejrzanego ;/ być może to wina nasion, być może dodatku drożdży albo dodają coś do niego o czym nie pisza :(

      Usuń
    16. A może zaczęli coś dodawać teraz, jak zobaczyli że dobrze się sprzedaje...

      Usuń
    17. Nie powinni... a jeśli tak to powinni to napisać na składzie bo tak nakazuje prawo. No już sama nie wiem.. mi ten chleb nie spleśniał po 2 dniach z Tesco również a w piekarni nie sprzedają chleba w 100% na zakwasie ;/ Ja tak przymierzam sie do tego zakwasu i coś zabrać nie moge ;/

      Usuń
    18. Ja znalazłam piekarnie w której sprzedają chleb żytni na zakwasie, bez drożdży i pszenicy i ten faktycznie nie pleśnieje tylko schnie. Aczkolwiek do tego biedronkowego nie powinni ulepszczaczy dodawać, więc nie wiem czemu tak się dzieje... może przez te drożdże...

      Usuń
    19. Zazdroszczę takiej piekarni i chleba... A w jakiej cenie był ten chleb? Być może to przez drożdże bo jednak co zakwas to zakwas.... na pewno swój "wpływ" na to miały też ziarna (jest ich bardzo dużo), które przyśpieszają pleśnienie takiego chleba... Szkoda :(

      Usuń
    20. Nie pamiętam ceny, ale następnym razem jak tam będę to zwrócę uwagę ;)
      Następnym razem jak kupię jakiś marketowy to od razu większość zamrożę i będę rozmrażać na bierzące potrzeby ;)

      Usuń
    21. Wiesz..... moim zdaniem najbezpieczniej jest mrozić - nawet pieczywo z piekarni może spleśnieć :)

      Usuń
  3. Ja uwielbiam wegańskie burgery, w mojej ulubionej wege knajpce próbowałam już paru rodzajów i sojowy smakuje mi najbardziej ale dobry jest też z soczewicy i seitan. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie o których piszesz brzmią pysznie ;)

      Usuń
  4. W Łodzi byłam raz, jakoś mnie nie ciągnie do niej,ale przyznam,że burger robi wrażenie i cóż, chce się jeść:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak na mój gust, mają przewyczepisty van (auto? jak zwał, tak zwał ;p). Smaku na odległość nie wyczuję, ale ta sałata wygląda zachęcająco :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też najbardziej podobała się ta sałata :P

      Usuń
  6. kurde lepsze niż mięsne? chętnie sama bym się skusiła, ale u mnie takich cudów brak :<

    co do owsianki... wygląda przepysznie! chcę przepis! a raczej... proooosze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była bardzo szybka owsianka, a do jej zrobienia wymieszałam płatki z mlekiem, bananem (połowę rozgniotłam a połowę pokroiłam), truskawkami, żurawiną i tą miksturę zapiekłyśmy (trochę była za mało gęsta, więc i owsianka nie wyszła w 100% zwarta) przez ok. 20 minut :) W sumie to wszystko można do niej dodać (my akurat zużyłyśmy resztki wszystkiego :P)

      Usuń
    2. dziękuję! jak przetestuje to koniecznie dam znać! :*

      Usuń
  7. Kurcze, chciałabym takie miejsce odwiedzić, gdzie takie wypasione, wege jedzonko serwują :)
    A co do mleka sojowego, to daj znać jak Ci smakuje. Mi czekoladowe nie przypadło do gustu. Z tego co pamiętam, to naturalne jakoś też niespecjalnie i ciekawi mnie, jaka będzie Twoja opinia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, napiszę Ci jak tylko je otworzę i sama jestem ciekawa jak wypadnie w stosunku do innych :)

      Usuń
  8. Wow, ale ten burger okazały! Muszę się wybrać, w sumie Łódź niedaleko ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko wygląda super, burgera bym sobie teraz wszamała, a owsiankę zjadłabym jutro na śniadanko :}

    OdpowiedzUsuń
  10. Wegańskie burgery brzmią interesująco, z chęcią bym spróbowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda, że Łódź jest raczej daleko ode mnie i się tam póki co nie wybieram. :<

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajnie,że są takie miejsca.... ja jednak mam ochotę na tę owsiankę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zazdrościmy tego wyjazdu :) Papuvege? Super nazwa i bardzo chciałybyśmy spróbować coś z ich oferty ale niestety nie bywamy w Łodzi :/
    Owsianka jedzona razem z siostrą? Bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się ta nazwa podoba i w ogóle zauważyłam że wegańskie miejsca z jedzeniem często mają fajne nazwy :)

      Usuń
    2. Mi też się ta nazwa podoba i w ogóle zauważyłam że wegańskie miejsca z jedzeniem często mają fajne nazwy :)

      Usuń
    3. Mi też się ta nazwa podoba i w ogóle zauważyłam że wegańskie miejsca z jedzeniem często mają fajne nazwy :)

      Usuń
  14. do Łodzi mi nie po drodze ale burger cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mmm wegańskie burgery to idealnie i dla mnie :D Twoja relacja mnie bardzo zachęciła. Ja jestem fanką Krowarzywa, jadłaś kiedyś stamtąd i mogłabyś porównać czy te są dużo lepsze/gorsze? :D
    A owsiankę kradnę, pieczone najlepsze <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie jadłam i jakoś nie mogę się zebrać żeby tam dotrzeć, ale w najbliższym czasie się wybieram :)

      Usuń
  16. Czekałam, aż ktoś wreszcie zrecenzuje Papuvege. Koniecznie muszę się wybrać!

    OdpowiedzUsuń
  17. szkoda że tak daleko mam do takich miejsc

    OdpowiedzUsuń
  18. Specjalnie pojadę do Łodzi i zjem sobie <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam nadzieję, że więcej takich miejsc pojawi się w Polsce ^^ i tym bardziej zazdroszczę, że miałaś możliwość spróbowania :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Z chęcią bym tam kiedyś zajrzała (chociaż wątpię, że w najbliższym czasie mogę być w okolicach...), bo marzy mi się taki profesjonalny vege burger :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja raczej nie jadam w takich budkach. Od paru dni sobie robię świetny domowy fasf-food, tj. biorę mąkę, wodę, sól otręby, wyrabiam ciasto, potem piekę na patelni bez tłuszczu, następnie smaruje domowej roboty sosem czosnkowym, nakładam dużo pomidora, sałaty, cebuli, posypuję pieprzem. Cholernie pyszne i szybkie w przygotowaniu. Chyba zacznę do ciasta dodawać sezam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi pysznie co piszesz :) Ja na codzień też wolę domowe jedzenie, ale od czasu do czasu jedzenie z budki nie zaszkodzi :)

      Usuń
  22. Odpowiedzi
    1. sory juz widze a pierwszym zdjeciu gpa ze mnie ;]

      Usuń
    2. W sumie to mogłam napisać o cenach w notce :p

      Usuń
  23. Będąc rok temu w Łodzi miałam okazję zjeść w food trucku Krova, było przepysznie. Dobrze znać kolejną miejscówkę na przyszłość ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam ani nie widziałam Krovy w Łodzi, ale brzmi ciekawie ;)

      Usuń
  24. Burger był super :D Kalafiorowy też ok, ale jednak marchewkowy był bardziej w moim guście :))
    Teraz już tylko musimy iść do krowy :P Magda

    OdpowiedzUsuń
  25. Ajajajaj, ta pieczona owsianka jest super!

    Szał na burgery trwa, takie roślinne to miła odmiana (dla mnie odmiana, nie mus ;)). Przypuszczam, że stojąc przed wyborem między klasycznym wołowym a roślinnym, wybrałabym ten drugi - ale tylko wtedy, gdy byłby tak bogaty jak u Ciebie ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak szczerze mówiąc, to prawdziwego wołowego nigdy nie jadłam (nie liczę kilku McDonald'sowych zjedzonych w przeciągu życia :p) i zapewne już nie zjem...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...