poniedziałek, 26 marca 2018

Andaluzja - fotorelacja z wakacji na Słonecznym Wybrzeżu

Z Hiszpanii wróciłam już tydzień temu, ale dopiero teraz czas pozwala mi na napisanie notki dotyczącej wyjazdu, o którą pytało kilka osób. Południe Hiszpanii to naprawdę cudowne miejsce i chyba każdy coś tam dla siebie znajdzie - można zarówno spacerować i zachwycać się pięknymi krajobrazami, jak i podziwiać andaluzyjską architekturę. Ja niestety nie potrafię doceniać piękna zabytków, choć bardzo bym chciała, aby widok zamków czy innych budynków wzbudzał we mnie podziw. Wycieczki objazdowe z przewodnikiem czy zwiedzanie muzeum to dla mnie straszliwe męki i póki co, na wakacjach najbardziej lubię po prostu wędrować i podziwiać piękno świata. 


Na wakacjach udało mi się oderwać od rzeczywistości, ograniczyć kontakt ze światem wirtualnym do minimum, wyspać, a także nacieszyć słońcem (a przy okazji uniknąć ataku zimy, jaki nawiedził Polskę ;)). Hotel w którym mieszkałam zlokalizowany był w Torremolinos i to tam spędziłam najwięcej czasu, spacerując promenadą i uliczkami wewnątrz miasta, gdzie kwitnące drzewa pomarańczowe roztaczały cudowny cytrusowy zapach.

TORREMOLINOS

Przez całe miasto ciągnęła się promenada, która o tej porze roku nie była przesadnie zatłoczona i umożliwiała poruszanie się szybkim krokiem. Z niej roztaczał się widok na morze, palmy i hiszpańskie budynki. Na każdym kroku można było kupić coś do jedzenia czy ubrania, ale w poszukiwaniu owoców lepiej zboczyć dalej, gdyż małych straganów z nimi nie brakuje.


W głębi miasta znajduje się wiele wąskich uliczek, z których wejść można prosto do restauracji czy sklepów. Jeśli chodzi o spożywcze markety, to odwiedzałam te zlokalizowane trochę dalej (popularne hiszpańskie sieci to Super Sol i Mercadona, ale był też Lidl, Carrefour i Aldi), do których nie zawsze było łatwo trafić, ale "zwiedzanie" zagranicznych sklepów spożywczych i kupowanie tamtejszych produktów to zawsze jeden z celów moich podróży :D


Oczywiście nie brakowało plażowiczów i wiele osób kąpało się w morzu. Dla mnie jednak temperatura ok. 20 stopni to nie najlepsza pora na takie atrakcje. Na pogodę jednak nie mogę narzekać, bo przez większość czasu świeciło słońce (a wtedy było cieplutko, wręcz letnio, gdy słońce zaszło, wystarczyła bluza) i tylko dwa razy złapał nas deszcz, z czego raz całkiem spory.


Torremolinos to bardzo dobry punkt do dalszych wypraw, bo miasto dzieliła niewielka odległość od miejsc takich jak Malaga czy Fuengirola, z których - jeśli ktoś chce - może dotrzeć do Sewilli, Grenady i wielu innych, na pewno cudownych miast (mieliśmy pierwotnie taki plan, ale po sprawdzeniu pogody - w tych miastach było kilka stopni mniej niż na wybrzeżu - odechciało nam się wycieczek i spędzania kilku godzin w autobusie).


MALAGA
Drugiego dnia wyjazdu odwiedziłam Malagę - to zaledwie 20 minut jazdy kolejką od Torremolinos, a w mieście jest wiele do zobaczenia. Osoby lubiące podziwiać architekturę nie będą się nudzić, a wszyscy, którzy jak ja wolą spacery wzdłuż plaży, mogą przechadzać się promenadą lub wąskimi uliczkami w centrum miasta.




Od przystanku kolejki szybko można dotrzeć do portu, z którego roztaczają się cudne widoki na miasto. Po drodze jest wiele ławek i sklepów, a mijając port znajdziemy się na promenadzie, niestety tuż obok odbywa się normalny ruch uliczny.



TARG W MALADZE (MERCADO CENTRAL DE ATARAZANAS)
W centrum miasta zlokalizowany jest także budynek, w którym od poniedziałku do soboty odbywa się targ (Mercado Central de Atarazanas). Możemy na nim kupić owoce, warzywa, oliwki, orzechy, sery i mięso (zwłaszcza miłośnicy ryb i owoców morza będą mieli w czym wybierać), a wszystko podzielone jest na sekcje. Jeśli chodzi o owoce, to wyglądały bardzo zachęcająco, a stanowiska z nimi były bardzo różnorodne. Można było kupić soczyste mango, idealne awokado, pomarańcze, truskawki, winogrona i wiele innych pyszności, nie brakowało również warzyw.


Nie wiem, czy pomarańcze były hiszpańskie, ale te które jadłam w hotelu i te przywiezione do domu były słodkie i soczyste. O wiele bardziej jednak smakowały mi mandarynki, głównie ze względu na mocno kwaskowy smak i brak pestek.


Najbardziej smakowało mi mango (te, które jadłam, pochodziły chyba z Peru, typowo hiszpańskich nie znalazłam, ale wiem, że są uprawiane na miejscu, zapewne to nie sezon) oraz awokado - nie trafiłam na zepsute, nawet wśród tych mocno dojrzałych. Kilka sztuk przywiozłam do domu i żałuję, że nie kupiłam więcej, tym bardziej że uprawiane one były w Maladze.




LA CALA DE MIJAS
Kolejnym miastem, a raczej wioską, w jakiej bardzo mi się podobało, jest La Cala de Mijas. Aby tam dotrzeć, byłam w Fuengiroli, ale nic mnie szczególnie nie zachwyciło w tym miejscu - chwilę pochodziłam, posiedziałam na kamieniu przy plaży i wsiadłam w autobus do Cala de Mijas.


W La Cala de Mijas wzdłuż plaży mieściła się drewniana promenada, a spacerów nie zakłócał uliczny ruch i hałas inny niż szum fal. Było też znacznie mniej ludzi niż w Torremolinos, więc jak ktoś poszukuje ciszy i spokoju, to polecam to miejsce na wypoczynek, tym bardziej że wzdłuż wybrzeża jest wiele hoteli. Choć w sezonie jest na pewno tłoczniej. 


BENALMADENA
Do Benalmadeny można dojść promenadą z Torremolinos, a warto, bo to moim zdaniem najładniejsze miasto na całym wybrzeżu. Już na początku ukazuje nam się port, z którego promenadą można iść na długi spacer, mijając liczne restauracje czy sklepy. Byłam tam dwa razy i za drugim na prawdę daleko zaszłam, a widoki były wspaniałe.




MARBELLA
Bardzo podobało mi się także w Marbelli (tam też dojechać można autobusem z Fuengiroli). Wewnątrz miasta kryły się wąskie, bardzo klimatyczne uliczki i na każdym kroku można było wstąpić do restauracji, kawiarni czy małych sklepików - między innymi z pamiątkami. 


Promenadą, patrząc na morze, chodziło się jeszcze milej, tym bardziej że tego dnia było bardzo ciepło. Na początku droga na promenadzie była betonowa, a potem krajobraz znacznie się zmienił. Portu i palemek oczywiście nie brakowało. To bardzo fajne miejsce na spacery, odpoczynek i łapanie promieni słońca, a w sezonie na plażowanie - plaże są ładne i piaszczyste. 



JEDZENIE W HISZPANII
Większość dań jadłam w hotelu, a kuchnia andaluzyjska na mieście nie wydała mi się przyjazna wegetarianom. W mijanych restauracjach wszyscy szczycili się daniami rybnymi, a różne stworzenia morskie ozdabiały większość sałatek (w hotelu też musiałam dokładnie przyglądać się potrawom, bo zdarzało się tak, że na pozór roślinną sałatkę ktoś przyozdobił krewetkami, a brukselki zapiekł z dodatkiem szynki). Na jedzenie hotelowe jednak nie mogę narzekać - wszystko było świeże, nie przesolone, zawsze do wyboru było kilka owoców i warzyw, nie brakowało też warzywnych dań, oliwek (czarnych i zielonych z pestkami), serów różnego rodzaju, ugotowanych bez dodatków makaronów czy ziemniaków w różnej postaci. Oczywiście mięsożercy mogli zjeść kotlety, ryby, owoce morza, sushi, codziennie była też paella z owocami morza. Smaczne były też desery i ciasta. Kilka dań obiadowo kolacyjnych pokażę Wam poniżej. 


Warzywne miszmasze to coś, co lubię najbardziej, więc każdego dnia jadłam ich mnóstwo. Do dań zawsze dorzucałam oliwki, orzechy włoskie, kukurydzę, świeże ogórki i pomidory pełne smaku.


Bardzo smakowały mi pieczone w przyprawach ziemniaki, a także sałatki na bazie tych warzyw. Przepyszne były również sałatki z dodatkiem owoców - ananasów, cytrusów czy arbuzów.



Na śniadanie, poza warzywami (pomidory w Hiszpanii były naprawdę aromatyczne, zawsze można było też wybrać jakieś warzywa na ciepło - np. pieczone cukinię, bakłażany czy pomidory), najbardziej lubiłam jeść biały puszysty chleb z masłem oraz tosty (przez kilka poprzednich miesięcy nie zjadłam tyle chleba pszennego, co przez 8 dni wyjazdu :P). Smakował mi także tamtejszy krem czekoladowy, rodzynki, suszone banany oraz fasolka w sosie pomidorowym. Do śniadania zawsze jadłam też mandarynki, czasem ananasy i brzoskwinie z puszki, miniaturowego banana, a na koniec piłam bezkofeinową kawę. 



SKLEPY SPOŻYWCZE W ANDALUZJI
Jak pisałam powyżej, zaglądanie do sklepów spożywczych to jeden z niezbędnych elementów moich wakacji. W andaluzyjskich miasteczkach nie brakowało sieci takich jak Super Sol i Mercadona, ale sporo było także Carrefourów, Lidlów i Aldi. Asortyment żadnego z nich mnie nie oczarował - owoce są podobne jak w Polsce, słodyczy wg mnie jest tam dużo mniej (np. wybór wafli jest niewielki, a te które są, sprzedawane są w wielopakach), a półka ze zdrową żywnością w Carrefourze jest podobna do tej w Polsce. Większa różnorodność panuje chyba w dziedzinie jogurtów sojowych, ale większość sprzedawana jest w wielopakach, a np. tych z firmy Alpro nie uświadczyłam wcale. Mleka roślinne kupimy w każdym sklepie. W Lidlu znajdziemy niemal to samo co w marketach w Polsce. Najwięcej przywiozłam ciemnych czekolad, a z innych rzeczy kilka wafelków, Cola Cao i Oreo brownie (liczyłam na więcej smaków niedostępnych w Polsce, poza tym podejrzewam, że nie różnią się one od tych z czekoladowym wnętrzem :P). 


Wiosna na południu Hiszpanii jest cudowna, a jeśli ktoś nie przepada za upałami, to ta pora roku będzie najlepsza na zwiedzanie andaluzyjskich miasteczek - jest ciepło i słonecznie. A jeśli ktoś woli się porządnie wygrzać i poleżeć na plaży, to lepiej poczekać do lata. Myślę, że każdy miesiąc będzie dobrym czasem na wakacje na Słonecznym Wybrzeżu.

31 komentarzy:

  1. Ale piękne zdjęcia, zdecydowanie przeniosłaś mnie do Hiszpanii tą relacją! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie widoki i ile przepysznego jedzonka :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, ale tam jest pięknie i kolorowo! Zazdroszczę strasznie, bo przydałby mi się teraz taki wyjazd :D Ale może kiedyś...w każdym razie piękne miejsce i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że chciałabym tam mieszkać <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się kiedyś tam pojechać :)

      Usuń
  4. Ja z kolei uwielbiam tzw. objazdówki. Hiszpanię również w taki sposób zwiedzałam. Podobnie jak Ty, chętnie zaglądam do sklepów spożywczych w poszukiwaniu lokalnych przypraw czy smakołyków.
    Takie wyrwanie się z szaro-burej codzienności pozwała naładować akumulatory. Chętnie wybrałabym się do Hiszpanii raz jeszcze.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie objazdówki są bardzo męczące :/ Lubię chodzić szybko, co z przewodnikiem nie jest raczej moliwe, poza tym na wakacjach lubię trochę dłużej pospać (i tak wcześnie wstawałam, bo koło 7.30, ale osoby, które w tym czasie były na objazdówce o 7.15 mieli być już gotowi do drogi, a gdzie czas na spokojne śniadanie :D). Ale może jeszcze kiedyś polubię takie wycieczki ;)

      Usuń
  5. Piękne miejsce! Na pewno w takim miejscu da się wypocząć!!! ♥

    Zapraszam CAKEMONIKA :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam wakacje, wyjazdy i takie miejsca ;) fajnie że udało Ci się troszkę odpocząć ;) my w Andaluzji jeszcze nie byliśmy ale plan był w zeszłym roku jak byliśmy w Portugalii. Zdecydowanie mieliśmy za mało czasu ale Sewillę zobaczyliśmy. My też zawsze szukamy sklepów i straganów z jedzenie, z łakociami i wyrobami danego kraju uwielbiamy nowe smaki i delektowanie się nimi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sewillę pewnie jeszcze kiedyś odwiedzę :)
      To zupełnie jak ja ;))

      Usuń
  7. Aniu cudownie spędziłaś urlop. Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Teraz jak tak sobie myślę, to moja szkolna wycieczka do Hiszpanii była jedyną taką gdzie nie zwiedzaliśmy prawie zabytków i wspominam ją bardzo miło, za to Francja gdzie zwiedzaliśmy wyłączne zabytki w ogóle mnie nie oczarowała ;D Przy tych ostatnich mrozach w Polsce abstrakcją jest dla mnie to, że w tym czasie w innym kraju w Europie wiele osób mogło kąpać się w morzu!
    Obudziłaś właśnie we mnie wielką chęć spacerów po hiszpańskich plażach, a jeszcze większą po uliczkach Marbelli <3
    Dzięki zdjęciu jedzenia czuć jeszcze bardziej ten wiosenno-letni klimat! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wspominam dobrze żadnych chyba wyjazdów z przewodnikiem, pomijając już to, że nic z nich nie pamiętam... Wolę chodzić szybko i takie włóczenie się za tłumem mnie nudzi i ciągle myślę o czym innym (np.czy uda mi się wyrwać do sklepu i upolować nową czekoladę :P), choć chciałabym kiedyś polubić :). Wycieczki ze szkoły wszystkie dobrze wspominam, ale jeśli chodzi o zabytki to nic nie pamiętam :/
      Ja podziwiałam tych wszystkich plażowiczów, bo chociaż było dość ciepło, to woda na pewni była zimna i nie wyobrażam sobie, jak można się w niej zanurzyć :P
      Marbella jest super, mam nadzieję, że kiedyś tam się wybierzesz :)

      Usuń
  9. Jestem oczarowana !!! Przepiękne widoki uchwycone na profesjonalnych fotografiach ;) świetnie czyta się się twoje fotorelacje! Opowieść współgra ze zdjęciami i można łatwo przenieść się w świat tak daleki od naszej rzeczywistości ! To zdecydowanie pora na wyjazdy dla mnie. Umiarkowane temperatury i mniej zatłoczone przestrzenie. Tylko powzdychać i pozazdrościć ;) super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi profesjonalnymi fotografiami to przesadzasz, alw dziękuję za miłe słowa :)
      Ja akurat wolałabym upał, ale mniejsza niż w sezonie ilość osób zdecydowanie zachęca do wycieczek :)

      Usuń
  10. przepięknie tam jest, tylko pozazdrościć :D Udanego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale klimatycznie wyglądają te miejsca - tak spokojnie, relaksująco, wiosennie. Nie ma dzikich tłumów i patrząc na fotografie aż sama się odprężam - i zazdroszczę wyjazdu :) Chciałabym nie tylko zobaczyć te miejsca, ale także posmakować hiszpańskiej kuchni oraz złapać trochę słońca :D
    I tak - ja też uwielbiam wycieczki po sklepach spożywczych za granicą :P W Australii i w Pradze latałam jak głupia, a oczy miałam jak pięć złotych :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sezonie na pewno jest tam tłum - wyobrażam sobie, jak wyglada wtedy promenada :P Myślę, że jedząc ryby miałabyś co próbować :)
      W Pradze jak w Pradze, ale w Australii to już jest za czym latać :))

      Usuń
  12. cóż za wspaniałe miejsca! widoki, jedzenie..jestem zachwycona:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie <3 Chętnie bym się tam przeniosła :D Widoki naprawdę cudne i to bogactwo kolorów i smaków :D Hiszpanie jak i hiszpańską kuchnię uwielbiam :) Aż chyba zacznę planować jakieś wakacje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz Hiszpanię to koniecznie musisz odwiedzić południe kraju, polecam :)

      Usuń
  14. Maksymalnie stęskniona za słońcem, piękną pogodą i wygrzewaniem się w blasku promieni nie mogę się napatrzeć na zdjęcia. Już niedługo wakacje, już nie długo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już naprawdę niedługo - jeśli wtedy planujesz wyjazd to masz na co czekać :)

      Usuń
  15. Ale widoki ^^ Pięknie a i temperatura byłaby dla nas idealna :)
    Te stoiska z owocami wyglądają cudownie, musiałybyśmy mieć ze sobą wózek aby narobić owocowych zakupów :) Jedzenie w hotelu też wygląda apetycznie więc widać, że pod każdym względem wakacje udane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie mogłoby by być kilka stopni więcej, ale ogólnie nie mogę narzekać :)
      I jeszcze trzeba mieć miejsce w walizce, żeby je przetransportować :P

      Usuń
  16. Coraz częściej myślę o wyjeździe. Co prawda będę celować w Polskę, żeby zabrać Rubiłkę, ale marzy mi się spokój, odcięcie od codzienności i znajomych twarzy. Zagranica to gwarancja pogody (ja tak i tak wolałabym letnią :D) oraz nowych wrażeń, ale chyba też wychodzi znacznie drożej (?). Dobrze, że się wybawiłaś. Źle, że musiałaś wracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena zależy od tego gdzie pojedziesz i od okazji, bo można upolować dalsze wyjazdy w dobrych cenach. W Polsce też na pewno można wypocząć, poza tym jeśli chcesz jechać z Rubi, to będzie najlepsza opcja :)

      Usuń
  17. Piękne widoki! Chętnie pospacerowałabym w takim otoczeniu, ale byłabym zainteresowana też zabytkami i architekturą.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniała fotorelacja. Prześliczne miejsca, tak urokliwe uliczki. Zjadłabym takie perfekcyjne awokado. :D

    Pozdrawiam bardzo serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...