niedziela, 20 sierpnia 2017

Zakopane - fotorelacja z wakacji

Z wakacji wróciłam już tydzień temu, ale dopiero w weekend zmobilizowałam się do przejrzenia zdjęć i napisania fotorelacji, o którą kilka osób pytało. Nie był to jednak wyjazd "jedzeniowy" - góry raczej nie słyną z wege przysmaków i bardziej skupiłam się na wędrówkach i podziwianiu krajobrazów oraz małym odwyku od wirtualnego świata, poza tym chciałam odpocząć od fotografowania wszystkiego co jem (ograniczyłam więc akcje pt. "odsuń się, bo będę robić zdjęcie" do minimum :D). Wspomnę tylko o kilku miejscach, w których można znaleźć roślinne dania - może nie ma ich wiele, ale w Zakopanem nawet weganom nie grozi śmierć głodowa.

Zakopane ma chyba tyle samo fanów, co przeciwników, ja zdecydowanie zaliczam się do tych pierwszych. Owszem, może i jest tam tłoczno w sezonie, ale mam sentyment do tego miasta, bo często jeździłam do niego w wakacje w dzieciństwie i chociaż wtedy nie zawsze chętnie zdobywałam szczyty, a wręcz nabyłam niechęci do gór na kilka kolejnych lat, teraz potrafię docenić piękno polskich Tatr. Zdjęcia oczywiście nie pokazują pełni uroków, bo aparat i słońce nie bardzo chciały ze mną współpracować - najlepiej zobaczyć wszystko na własne oczy.


W tym roku nie miałam żadnych górskich celów i w sumie długo nie wiedziałam, gdzie pojadę na wakacje, więc na miejscu na bieżąco wymyślaliśmy trasy, uzależniając je także od pogody. Pierwszego dnia góry przywitały nas gorącem i pełnym słońcem, ale że na miejsce dojechaliśmy dość późno, zdążyliśmy pochodzić po mieście i wejść na Gubałówkę.

Widok z drogi na Gubałówkę
Na trasie nie było zbyt tłoczno, bo zdecydowana większość osób wybrała kolejkę, więc całkiem przyjemnie się szło - trochę się zdziwiłam, że weszłam na szczyt bez większego wysiłku, bo tak jak po terenie płaskim mogę chodzić bez zmęczenia wiele godzin, tak wędrowanie pod górę czazwyczaj mnie wykańczało. 


Na szczycie Gubałówki można pochodzić wśród licznych straganów, posiedzieć w knajpkach, zjeść lody, kurtoszkalacza, kupić świeżo wyciskany sok, a nawet młodego kokosa - roślinożerca nie powinien mieć żadnego problemu z wyżywieniem ;)

Kolejka krzesełkowa z Butorowego Wierchu
Doszliśmy do Butorowego Wierchu, gdzie prawie nie było ludzi - zapewne dlatego, że kolejka od głównego wejścia tam nie dowozi i trzeba było zaangażować własne kończyny, co my bardzo lubimy. Do samego wieczora było ponad 30 stopni i aż trudno było uwierzyć, że następnego dnia miało ochłodzić się do 11, ale prognozy niestety się sprawdziły.

DOLINA CHOCHOŁOWSKA

Kolejnego dnia od rana padało, więc do południa regenerowaliśmy się w pokoju, potem poszliśmy pochodzić po Zakopanem, a w końcu wybraliśmy się do Doliny Chochołowskiej na długi spacer, ryzykując przemoczenie. Od początku doliny do schroniska było ponad 9km, więc droga tam i z powrotem wydała nam się optymalna na pieszą wycieczkę.


Pogoda na początku była łaskawa, przez pewien czas świeciło nawet słońce, więc bardzo dobrze się szło po prawie płaskim terenie (wzniesienia były nieznaczne), wdychając czyste, górskie powietrze (zupełne przeciwieństwo tego w Zakopcu). Doszliśmy do Polany Chochołowskiej, od której niedaleko zlokalizowane było schronisko - nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam górskie schroniska.


Gdy byliśmy w schronisku, zaczęło mocno padać, przeczekaliśmy więc ulewę uzupełniając przy okazji deficyty kaloryczne, po czym rozpoczęliśmy podróż powrotną.

Schronisko na Polanie Chochołowskiej
Wszystko szło bardzo dobrze, ale w pewnym momencie rozpadało się na dobre i zaczęło lekko grzmieć, więc zmuszona byłam wydobyć pelerynę. Niestety mimo tego przemokły mi rękawy, przez co straciłam chwilowo czucie w rękach (z wielkim trudem odpisałam na smsa w samochodzie ;)). Tego dnia poczułam typową jesień. 

Kolejny dzień, początkowo deszczowy, spędziliśmy na wędrówkach po mieście i zakupach (w Zakopanem jest sporo sklepów z ciuchami, więc korzystając z wolnego chciałam uzupełnić garderobę, jednak z dość marnym skutkiem :D). Nie było sensu wypuszczać się w wyższe góry gdy padało, ale już po południu powróciło lato, które pozostało z nami do samego końca pobytu.

Widok na góry z Zakopanego
Standardowe stoisko na Krupówkach - można tam było kupić chyba wszystko

KASPROWY WIERCH
Następnego dnia, korzystając z iście letniej pogody, wybraliśmy się na Kasprowy Wierch (najpierw doszliśmy do Kuźnic nabijając dodatkowe kilometry ;)). Początkowo mieliśmy w planach wjechać tam kolejką, a następnie obejść szczytami Czerwone Wierchy, ale w kolejce do kolejki spędzilibyśmy chyba pół dnia :D Już kolejka do wejścia na trasę pieszą była spora...


Pierwszy raz na Kasprowym byłam we wczesnym dzieciństwie i pamiętam, że szłam tam bardzo niechętnie, dlatego nigdy później nie wybrałam tej trasy z własnej woli i uznałam, że to czas najwyższy na świadome zdobycie szczytu.


Najpierw wyruszyliśmy do Hali Gąsienicowej i schroniska Murowaniec, aby następnie ruszyć dalej - już na Kasprowy Wierch. 

Hala Gąsienicowa
Do schroniska Murowaniec mam sentyment, bo wiele lat temu uratowało nas przed deszczem. Wówczas na górę szłam bardzo niechętnie z rodzicami i wujkiem, jęczałam im chyba całą drogę i liczyłam, że ulewa wróci nas w dół. Pamiętam, że jedliśmy tam jakiś żurek czy coś podobnego, a teraz tłoki w środku były niesamowite - dopchanie się i zamówienie czegoś wymagałoby sporej ilości czasu, ale że mieliśmy swój prowiant, mogliśmy nabierać siły przed dalszą wycieczką na ławce przed schroniskiem (chyba nawet wstawiałam swój lunchyk na insta story).


Z Murowańca na Kasprowy Wierch wg wskazówek szło się 1h i 20 minut, ale nam się udało chyba trochę szybciej. Droga nie była trudna, ale momentami męcząca, więc odpoczywaliśmy podziwiając widoki, które naprawdę były cudne i szkoda, że zdjęcia tego nie obrazują. 


Na górze mieściło się schronisko, od którego dzieliło nas kilka skałek od szczytu - na wierzchołku wiało i było zimno, ale nie miałam żadnych wątpliwości, że warto się było tam tarabanić ;)


Pozostało nam już tylko zejść i w tym celu wybraliśmy zielony szlak prowadzący trochę inną drogą do Kuźnic. 

DOLINA KOŚCIELISKA

Kolejnego dnia wybraliśmy się, w ramach relaksu, do Doliny Kościeliskiej. Było bardzo słonecznie i ciepło, więc miło się wędrowało mijając liczne potoki i wdychając czyste powietrze. 



Doszliśmy do końca, czyli do schroniska na Hali Ornak, przed którym można było się powygrzewać i wysyntetyzować trochę witaminy D. 

Schronisko na Hali Ornak
Po krótkim odpoczynku poszliśmy jeszcze do Smreczyńskiego Stawu, od którego dzieliło nas 30 minut wg wskazówek (weszliśmy tam w 20) - pod górę prowadziły liczne kamienie, po których bez problemu przeszłam w sandałkach (wiem, że nie powinnam ;)). Widok na staw był bardzo ładny, ale z racji tego, że widziałam ładniejsze zbiorniki wodne w Tatrach, nie zachwycił mnie jakoś specjalnie, jednak spacer polecam. 

Smreczyński Staw

KOPA KONDRACKA (CZERWONY WIERCH)
Następnego dnia wyruszliśmy na Kopę Kondracką, czyli jeden Czerwonych Wierchów. Pierwotnie chcieliśmy przejść wszystkie Czerwone Wierchy, ale ostrzeżenia przed burzą trochę nas powstrzymywały i zdecydowaliśmy się wejść na Kopę, a następnie (po sprawdzeniu informacji od łowców burz) zdecydować co dalej. Wycieczkę znowu zaczęliśmy od Kuźnic, jednak tym razem dojechaliśmy tam busem. Z Kuźnic wyruszyliśmy najpierw do Kalatówek, a następnie do Hali Kondratowej - było gorąco i słonecznie, jednak bardzo wiało. 

Polana Kalatówki
W schronisku na Hali Kondratowej zjedliśmy drugie śniadanie (chciało mi się szarlotki, jednak mieli tylko piernik, na szczęście miałam pod dostatniem swoich węglowodanowych przysmaków), a następnie wyruszyliśmy dalej - już na Kopę. 

Schronisko na Hali Kondatowej
Droga początkowo była prosta i niemal płaska, lecz po chwili zaczęło się robić kamieniście i ciężko. Momentami myślałam, że czas zawracać, jednak woda kokosowa pomogła mi znieść trudy drogi - w górach jeszcze bardziej doceniałam, jak ważne są węglowodany w moim życiu :)





Zdjęcia tego nie pokazują, ale momentami było dosyć stromo i trudno się szło, jednak udało nam się dotrzeć do Przełęczy pod Kopą Kondracką.

Przełęcz pod Kopą Kondracką
Od Przełęczy niewiele dzieliło już nas od Kopy, na którą droga poszła szybko i sprawnie, lecz wiatr wiał jeszcze silniej - tak samo było na szczycie - wszystko fruwało i przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz odfrunę i ja. 


Następnie zeszliśmy do Kondrackiej Przełęczy i po sprawdzeniu ognisk burzowych (konkretnie ich braku) zdecydowaliśmy się na dłuższą, ok. 3 godzinną drogę powrotną, przez Dolinę Małej Łąki, a następnie drogą pod Reglami do Zakopanego. 

Uwielbiam kamienie i górskie przepaście - mogłabym tak siedzieć godzinami :)
Początkowo wszystko szło sprawnie, choć ogromiaste kamienie i dość stroma droga w dół nie nastrajały optymistycznie, ale po chwili słychać było grzmot. Na mnie on większego wrażenia nie zrobił, ale zostałam popędzona i przez moment po tych kamieniach niemal zbiegałam. Potem droga zrobiła się już bardziej płaska i leśna, ale miejscami kropiło i grzmiało, więc szliśmy dosyć szybko. 


Gdy doszliśmy już do drogi pod Reglami rozpadało się na dobre, a strona do monitorowania burz pokazywała wielkie ognisko burzowe idące na Zakopane, musieliśmy więc szukać schronienia (gdybym szła sama, zapewne od razu weszłabym w las - niby zdaję sobie sprawę z zagrożenia, ale lubię takie emocje i ryzyko). Na szczęście dostrzegłam stację benzynową, do której udaliśmy się na kawę, aby przeczekać ulewę. Potem już ruszyliśmy do centrum miasta, lecz nie trafiliśmy we właściwą drogę i musieliśmy wdychać miejskie spaliny idąc chodnikiem przy ruchliwej ulicy, co trochę zaburzyło nam wędrówkę, ale i tak było fajnie ;)

MORSKIE OKO

Miejscem, które w polskich górach bardzo lubię, jest także Morskie Oko. Nie podobają mi się oczywiście tamtejsze sławne bryczki dowożące ludzi do jeziorka i jestem wdzięczna rodzicom, że w dzieciństwie z nich nie korzystaliśmy. Nie rozumiem zdrowych ludzi, którym nie chce się przejść tej trasy - może i nie jest ona krótka, ale 19km w dwie strony, po niemal płaskim terenie, to nie jest duży wyczyn... Teraz bardzo lubię trasę na Morskie Oko, bo jak wiadomo, po prawie płaskiej, asfaltowej drodze chodzi się najlepiej, a widoki na końcu trasy są magiczne. 


Trochę baliśmy się, czy w sezonie znajdziemy jakiś kamień do posiedzenia, ale jak widać nie było z tym problemu, być może dlatego, że wyruszyliśmy w miarę wcześnie. Pierwszy raz tam byłam w tak upalną, niemal tropikalną pogodę, co dodało jeszcze więcej uroku temu miejscu. I pierwszy raz obeszłam Morskie Oko dookoła - polecam wszystkim taką wycieczkę, widoki są cudne, a trasa przyjemna. 

Schronisko nad Morskim Okiem

JEDZENIE W ZAKOPANEM
Jak już pisałam na wstępie, nawet weganin nie będzie miał problemu z wyżywieniem w Zakopanem. Sklepów spożywczych jest mnóstwo, a wyposażone są świetnie (znajdziemy w nich wszystko - batony z suszonych owoców, wege przysmaki, roślinne mleka, produkty bezglutenowe itp), bazarków także nie brakuje, do tego w kilku restauracjach można zamówić typowo wegańskie danie. Wiem, że więcej jest takich miejsc, ale nie miałam weny na szukanie (przez cały wyjazd mogłabym jeść arbuzy i biały, mięciutki chleb z masłem i dżemem i nic więcej do szczęścia nie było by mi potrzebne :D) i chodziłam głównie do trzech, o których trochę napiszę poniżej. 

DOBRA KASZA NASZA
Zakopane, Krupówki  50F

Dosyć znanym wśród wegetarian miejscem, jest restauracja Dobra Kasza Nasza. W menu większość potraw jest mięsnych, ale znajdziemy 3 wegetariańskie propozycje z kaszą w roli głównej. Do kaszy dostajemy sos czosnkowy oraz zestaw surówek - wszystko jest naprawdę smaczne, choć kasza dla mnie była trochę za słona, ale liczyłam się z tym - tak to już jest, jak się używa mało soli ;) Na poniższym zdjęciu widać akurat kaszę jęczmienną zapiekaną z pomidorami i cebulą. Jadłam też kaszę z brokułami i kukurydzą i obydwa zestawy mogę polecić.

Kasza jęczmienna zapiekana z pomidorami i cebulą, sos czosnkowy i surówki

JAZZ AND BURGER
Zakopane, Krupówki 24
Z Facebooka dowiedziałam się, że w burgerowni Jazz and burger można zamówić wegańskie burgery, więc chciałam ich spróbować. Są dostępne w dwóch rozmiarach, różniących się masą wnętrza (nie widziałam różnic w rozmiarze bułki, w ogóle to ten mały był niewiele mniejszy od dużego). W dokładny skład nie wnikałam (zapytałam tylko, czy na pewno nie mają kontaktu z mięsnymi ;)), ale wg menu burger o nazwie vegan to wegański burger z ciecierzycy i kukurydzy, z rukolą, sałatą lodową, pomidorem i keczupem curry. Curry nie wyczułam, ale cała reszta się zgadzała - w "kotlecie" było sporo kukurydzy i ciecierzycy, ponadto chyba bułka tarta w znacznych ilościach - nie jestem tego pewna, ale burger był dla mnie w niejawny sposób tłusty, taki jakby chrupiący od przysmażonej bułki... Trudno mi go opisać, ale jego największą zaletą było to, że nie był słony, co zauważył nie tylko mój smak, ale i nerki, które nie zareagowały spowolnieniem filtracji (osobom przyzwyczajonym do słonych smaków może wydałby się mdły). Z chrupiącą, przypieczoną bułką i warzywami świetnie się skomponował i całościowo mnie nie zawiódł. 


LODZIARNIA ŻARNECCY
Krupówki 48B
Lodziarnia Żarneckich mieści się tuż obok Dobrej Kaszy, więc po obiedzie można iść na sprzedawane na wagę lody, desery lodowe, gofry czy ciasto. Niestety nie jest to miejsce wegańskie, jednak można zamówić owocowe koktajle i świeżo wyciskany sok. Smaki lodów codziennie się zmieniają i ich wybór nie jest zbyt duży (w czasie mojego pobytu codziennie było dostępnych chyba 6 wariantów), ale lody ponoć są robione tradycyjnie, z użyciem tylko naturalnych składników. Ja im nie mogę nic zarzucić, bo chociaż jadłam lepsze lody w życiu, te były smakowite.


W kawiarni można zamówić różne wypasione desery lodowe, ale w tym roku nie miałam na takie zapotrzebowania - dodatki inne niż śmietana czy dobrej jakości czekolada psują mi smak lodów. Zwolennikom takich misz - maszy polecam desery firmy - w kawiarni używana jest naturalna bita śmietana, do tego nieprzesłodzona, a można ją zjeść także na gofrze :)


W czasie górskich wędrówek najlepiej sprawdzały się u mnie świeże owoce, soki owocowe, woda kokosowa, batoniki z suszonych owoców (najwięcej zjadłam tych z firmy Dobra Kaloria i Raw Energy z ziarnami kakaowca), super krówki oraz różne chrupacze (szczególną fazę miałam na wafle popcornowe). Zabierałam też kanapki z roślinnymi pastami i papryką, czasem jagodziankę, a raz upieczoną jeszcze w domu owsiankę ;) Fani serów zapewne w Zakopanem jedzą oscypki, ale ja od wielu lat już ich nie kupuję, jednak widziałam, że wiele osób zajadało się takimi na ciepło z żurawiną. 

Przykładowy zestaw turysty - woda kokosowa i węglowodanowy batonik

ZAKOPANE W SEZONIE WAKACYJNYM
Jak ktoś wybiera się do Zakopanego w środku sezonu po to, aby "polansować" się na Krupówkach, to zdecydowanie odradzam - ludzi jest ogrom, do tego miejscami czuć spaliny z jadących ciągiem samochodów. Jednak jak ktoś chce pochodzić po górach czy dolinach, to jak dla mnie nie ma lepszego miasta w Polsce. Tatry są niezwykle urokliwe, każdy wybierze wierzchołki dla siebie, a do tego - gdy zachce nam się jabłka czy arbuza, kupimy je na bazarkach przez cały dzień, a w licznych marketach znajdziemy chyba wszystko, czego nam się tylko zachce w danej chwili. Ja na pewno do Zakopanego nie raz jeszcze wrócę, tym bardziej że mam w planach zdobycie kilku poważniejszych gór. 

48 komentarzy:

  1. Przepiękna fotorelacja :) Na pewno był to niezapomniany czas i aż zazdroszczę :) Zdjęcia cudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że Ci się podoba ;)

      Usuń
  2. pięknie :) W Zakopanem nie byłam, ale ja osobiście nie lubię za bardzo tłocznych miejsc. Urzekły mnie Pieniny rok temu, polecam na przyszłość, ludzi nie ma, a widoki wspaniale. Choć pewnie kiedyś zaliczę Zakopane, piękne widoki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może kiedyś się wybiorę. Polecasz jakieś konkretne miasto?
      A Zakopane polecam jeśli nie byłaś ;)

      Usuń
  3. Kutroszkalacz to właśnie ukochany przeze mnie trdelnik!Pierwszy raz go spróbowałam na Gubałówce,ach te wspomnienia <33
    I te twoich fajnych zdjęć,w końcu można się Ani dokładniej przyjrzeć :D Na tym zdjęciu z Morskiego Oka wyglądasz tak uroczo....z 10 lat młodziej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też kupiliśmy go na Gubałówce, bo nie wiedzieliśmy czy na Krupówkach będą, ale były wszędzie :D
      Dziękuję :)

      Usuń
  4. Morskie oko wdziałam na żywo dwa razy.... niestety dawno temu to było. Marzy mi sie wyjazd w góry.... śliczne zdjęcia aż chciałabym tam być

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będziesz miała okazję aby się tam wybrać i tego Ci życzę ;)

      Usuń
  5. Zazdrosze! KOCHAM GÓRY :)
    Najpiękniejsze są widoki i szlaki. W te lato zaliczyłam już Śnieżke czarnym szlakiem ;) Polecam pomęczyć troche nogi bo naprawde warto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam na Śnieżce 2 lata temu, ale nie pamiętam jakim szlakiem... Miło wspomina wędrówkę :)

      Usuń
  6. Byłam i ja w tym roku i zdecydowanie uwielbiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. "Dobra kasza nasza" nie jest przypadkiem po rewolucjach Gessler? Tak mi się jakoś kojarzy ta nazwa. W Zakopanem byłam raz i cudownie wspominam ten wyjazd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, nie wydaje mi się, ale kto wie :)
      Ja nawet nie umiem policzyć ile razy tam byłam - w dzieciństwie przez kilka lat jeździłam tam w prawie każde wakacje :D

      Usuń
  8. Zazdraszczam, dawno nie byłam. Ale tłoczno jak na Marszałkowskiej ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko w mieście, zwłaszcza na Krupówkach. Na szlakach nie było tak źle ;)

      Usuń
  9. Mi na pewno wyjście na Gubałówkę nie poszło tak łatwo. Zakopane widziałam tylko jeden raz. Tam i na Kasprowym Wierchu byłam, jednakże Morskiego Oka nie widziałam. Niestety.
    Nie sądziłam, ze tam można spotkać tyle wegańskich punktów, ale w sumie nic wielce dziwnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś znacznie bardziej męczyłam się na terenach górzystych - teraz jest całkiem nieźle z moją formą :D Na Morskie Oko jeszcze pewnie kiedyś dotrzesz - polecam także Dolinę 5 Stawów, na którą w tym roku się nie wybrałam i trochę żałuję.

      Usuń
  10. Kurczę nigdy nie byłam w górach .... marzę o takim wędrownym wyjeździe. Jako dziecko jeździło się tylko nad może z rodzicami. Nie lubią spacerów po płaskim a co dopiero w terenie. A ja jestem urodzonym traperem ... :/
    Teraz dorosła też nie mam z kim się tam wybrać nawet na chwilę a samemu to jednak trochę strach wluczyć się po górach zwłaszcza gdy jest się nowicjuszem. Nie zna warunków atmosferycznych miejscowych ani tras ...
    :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nad morze polskie pojechałam pierwszy raz dopiero jak miałam 10 lat chyba - wcześniej zawsze w góry. Szkoda, że nie masz z kim chodzić, faktycznie w górach samemu trochę smutno, nawet znając trasy ;/

      Usuń
  11. Super sprawa. Bardzo lubię takie wycieczki. Ostatnio nawet te po Polsce bardziej niż te dalekie.
    Moim zdaniem taki odpoczynek jest bardzo potrzebny. Zdrowa regeneracja.
    Zakopane jest przepiękne. Ach, byłaś w magicznym miejscu. Zdjęcia są przewspaniałe. Oddają ducha Zakopanego właśnie.
    Oby szybko nadarzyła się okazja, żebym i ja mogła tam pojechać.
    Świat jest taki piękny...
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja latem chciałam jechać gdzieś do Polski i skorzystać z polskiego lata, a wygrzać bym gdzieś chciała się zimą, ale zobaczę co z tego wyniknie.
      Życzę Ci, abyś szybko mogła się tam wybrać ;)

      Usuń
  12. Skoro zdjęcia nie oddają uroku, to ja bym padła tam na tych szlakach z wrażenia... Hala gąsienicowa przepiękna o tej porze roku. Ja byłam we wrześniu w zeszłym roku i było zimno oraz pochmurno - żałuję, że nie pojechałam w innym terminie i nie weszłam na Kasprowy Wierch (choć wolałam tam wejść i zjechać, niż iść w dół do Kuźnic - mam lęk przed upadkiem i dłużej zajmuje mi schodzenie niż wchodzenie :P). Szlak na Kopę Kondracką to dla mnie chyba zbyt duży hardcore :P Z Morskiego Oka warto wejść na Czarny Staw pod Rysami - to jest jakieś 30-40 minut pod górę, ale nawet ja w wersji otyłej dałam radę - a widoki piękne i możliwość zobaczenia Morskiego Oka z góry :)

    Jeśli chodzi o Dobrą Kaszę Naszą, to jadłam dokładnie te same dania z tego, co pamietam :) Pyszne!

    Ech, miałam w planach pojechać w tym roku do Zakopanego i wejść na Giewont, ale nie wyszło. We wrześniu nie chcę jechać, bo pogoda jest zbyt niepewna i nie dla mnie takie warunki do chodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że by Ci się podobało :)
      Pamiętam Twoją relację i ten chłodek było widać na zdjęciach, ale to też ma swój urok :)
      Mi schodzenie idzie znacznie łatwiej niż wchodzenie - z Kasprowego chyba nie było bardzo stromo (z Kopy już tak - były duże kamienie). Na Czarny Staw chciałam iść (w ogóle to chciałam od Doliny 5 Stawów wejść na Szpiglasowy Wierch i zejść do Morskiego Oka), ale nie wyszło ;/ Następnym razem mam to w planach i ogólnie jeszcze kilka gór chciałabym zaliczyć.

      W Kaszy była jeszcze kasza z grzybami, ale jakoś nie przemówiła do mnie wystarczająco :D

      Na Giewoncie jest straszna kolejka - człowiek idzie za człowiekiem i każdy chce zrobić zdjęcie przy krzyżu, więc nie polecam w sezonie - w drodze z Kopy przechodziliśmy obok (na Giewont było tylko 40 minut), ale mnie do Giewontu nie ciągnie kompletnie.
      Pogoda jest niepewna zawsze ;/ Niby ładne niebo, a za chwilę grzmi i ulewa. Choć ja na pogodę nie mogę narzekać, bo przez większość dni było upalnie, co też nie każdemu pasuje.

      Usuń
    2. W ogóle rzadko w górach bywa tak upalnie - zazwyczaj 20-kilka stopni to maks :) Wiem, że Giewont jest tłoczny, ale ja też raniutko w góry wychodzę, więc może nie byłoby kolejki :P Szlak na Szpiglasowy Wierch też mam w planach, ale od drugiej strony (od Morskiego Oka) - ponoć od Doliny 5 Stawów jest stroma ściana, po której trzeba się wspinać :D

      Usuń
    3. Czyli coś pokręciłam, bo wpinaczki w pionie nie planowałam :D

      Usuń
    4. Może chodziło generalnie o przejście z Morskiego Oka do Doliny 5 Stawów (lub odwrotnie) - bez Szpiglasowego Wierchu :P

      Usuń
    5. Nie, miałam chwilowo w planach Szpiglasowy ;)
      Ostatnio jak byłam w Zakopanem to właśnie zrobiłam taką trasę - najpierw do Doliny 5 Stawów i potem do Morskiego Oka ;)

      Usuń
  13. Piękne widoki :D Sama za górami nie przepadam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj Aniu jakaś Ty jesteś śliczna :* Zakopane nie należy do moich ulubionych miejsc, bo dla mnie jest tam stanowczo za dużo ludzi, ale nie zmienia to zdania, że góry to jednak góry więc są piękne, tajemnicze i zapierające dech w piersiach! Piękna fotorelacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sobie śliczności nie widzę, ale bardzo Ci dziękuję za miłe słowa :*
      Ja lubię Zakopane za to, że jest tam mnóstwo sklepów i nikt nie patrzy ze zdziwieniem na wegetarian - w mniejszym miastach może być problem ze znalezieniem czegokolwiek roślinnego.
      Jak dotąd żadne inne góry nie spodobały mi się tak, jak Tatry ;)

      Usuń
    2. To prawda w sumie, bo tylko w Zakopanym przeżyje się na weganiźmie w restauracjach :)

      Usuń
    3. No i w sklepach można kupić co się tylko zamarzy :D
      Poza tym, góry są wyższe niż w innych miejscowościach i jest więcej szczytów do zdobywania :)

      Usuń
  15. Przepiękne widoki, dawno nie byłam w polskich górach, ostatnio jakoś mi się niestety nie składa :/
    W wolnej chwili zapraszam do mnie: https://smilingshrimp.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jeszcze będziesz miała okazję nie raz ;)

      Usuń
  16. Wspaniała relacja. Fajnie, że przy okazji piszesz też o knajpkach wartych odwiedzenia. Aż zatęskniłam za polskimi górami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają coś w sobie te polskie góry ;)

      Usuń
  17. Ale tam cudownie, coś świetnego - piękne widoki :D, chciałabym tam pojechać
    Mój blog - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękne zdjęcia i cudowne wakacje :) W Zakopanem ostatnio byłam kilka lat temu i jestem bardziej fanką polskiego morza, ale oglądając te zdjęcia stwierdziłam, że z przyjemnością bym się w góry wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie polskiego morza za bardzo nie lubię, a już na pewno nie w sezonie :D

      Usuń
  19. Jestem wielką fanką gór, ale w tym roku niestety nie udalo mi się po nich pochodzić. Odwiedziłam jedynie Bieszczady, gdzie nie mialam możliwości wejść na żaden szczyt, a aktualnie odpoczywam nad Bałtykiem. Nie narzekam, bo każdy odpoczynek od miasta jest wedlug mnie dobry i bardzo potrzebny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, zawsze warto zmienić klimat ;)
      W Bieszczadach chyba nigdy nie byłam, ewentualnie w szkole na wycieczce, ale słabo to pamiętam.

      Usuń
  20. Kurcze... dziękuję! Dzięki instastory mogłam nieco skorzystać wraz z Tobą i cieszę się, że jednak dałaś się przekonać czytelnikom <3

    O boniu... jak Ty młodziutko wyglądasz! Podobnie jak ja! Mogłybyśmy gimbusów wyrywać xD Dlatego swoją drogą mocno maluje oczy by wyglądać starzej =.= Najbardziej uroczo wyszłaś na tym pierwszym zdjęciu w różowej bluzce :3 Naturalna ślicznotka!

    Ach... aż zachciało mi się do gór wybrać ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja maluję tylko rzęsy do pracy i używam kredki do linii wodnej - bardzo minimalistyczny makijaż :D
      Może kiedyś się wybierzesz, jeszcze masz czas ;)

      Usuń
  21. Nawet nie pomyślałam, że Zakopane może mieć swoich przeciwników! Ale dobrze, że się do nich nie zaliczasz ;) Te zdjęcia wywołują u mnie wiele wspomnień, czy to z wycieczek szkolnych czy wyjazdów. Na Kasprowy Wierch pierwszy raz także wchodziłam za małolata i pamiętam, że było to wówczas dla mnie nie lada wyzwanie.
    Na zdjęcie Hali Gąsienicowej można by patrzeć godzinami,wyszło nieziemsko *.*
    Za każdym razem gdy szłam na Morskie Oko i widziałam na tych bryczkach młode, zdrowo wyglądające osoby, zastanawiałam się czy są świadomi tego jak wiele tracą ;)
    Nie pamiętam większości nazw miejsc, które odwiedziłam w konkretnym mieście. Takie tworzenie relacji pomogłoby mi rozwiązać ten problem :D
    Miło jest wrócić po latach do takiej relacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy nie lubią tłoków, a wiem, że wiele osób nie jeździ tam ze względu na konie wwożące turystów w niektóre miejsca.
      Dla mnie było to wyzwanie ze względu na monotonność - wtedy nie umiałam cieszyć się widokami, bo kondycję miałam dobrą.
      Właśnie między innymi po to pisałam relację - byłam w Zakopanem 3 lata temu i ledwo umiałam sobie przypomnieć gdzie :D

      Usuń
  22. Piękne widoki :) Zakopane jest piękne, mogłabym tam jeździć w każde wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  23. No jest pięknie! I widoki i jedzonko ^^ i modelka!!! :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Dużo chodzenia, ale jakie widoki i klimat... :3 Btw, chyba nigdy nie byłam w Zakopanem. Zawsze jeździłam w te bliższe góry, czyli w okolice Karpacza. Morskie Oko znam tylko ze zdjęć i krótkich relacji.

    Dobrze, że zmieniłaś otoczenie i się zrelaksowałaś. I miło Cię widzieć :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...