Z wakacji wróciłam już tydzień temu, ale dopiero w weekend zmobilizowałam się do przejrzenia zdjęć i napisania fotorelacji, o którą kilka osób pytało. Nie był to jednak wyjazd "jedzeniowy" - góry raczej nie słyną z wege przysmaków i bardziej skupiłam się na wędrówkach i podziwianiu krajobrazów oraz małym odwyku od wirtualnego świata, poza tym chciałam odpocząć od fotografowania wszystkiego co jem (ograniczyłam więc akcje pt. "odsuń się, bo będę robić zdjęcie" do minimum :D). Wspomnę tylko o kilku miejscach, w których można znaleźć roślinne dania - może nie ma ich wiele, ale w Zakopanem nawet weganom nie grozi śmierć głodowa.
Zakopane ma chyba tyle samo fanów, co przeciwników, ja zdecydowanie zaliczam się do tych pierwszych. Owszem, może i jest tam tłoczno w sezonie, ale mam sentyment do tego miasta, bo często jeździłam do niego w wakacje w dzieciństwie i chociaż wtedy nie zawsze chętnie zdobywałam szczyty, a wręcz nabyłam niechęci do gór na kilka kolejnych lat, teraz potrafię docenić piękno polskich Tatr. Zdjęcia oczywiście nie pokazują pełni uroków, bo aparat i słońce nie bardzo chciały ze mną współpracować - najlepiej zobaczyć wszystko na własne oczy.


